Już prawie gotowy… ostatni krok

W momencie pisania tego posta został mi już ostatni krok do zrobienia, czyli delikatne cieniowanie i ewentualny wash na podstawce. W zasadzie formalności. Chciałem jednak pokazać Wam model w tym stadium, aby wyraźnie wskazać moją intencjonalność używania dwóch kolorów błota naraz. I to dość zróżnicowanych. Każdą z past nakładałem także w dwóch stanach skupienia, to jest rozcieńczoną i bez rozcieńczania. Wynika to ze szczególnej właściwości tego błota do tworzenia spękań, co jednak nie jest koniecznością, bo możemy uzyskać efekt zwykłej, regularnej ziemi. Jednak o tym za moment. Wróćmy do samego pomysłu, bo uważam, że jest ciekawy i przejdźmy do paczki zdjęć referencyjnych.

Przekrój ziemi… Dioramy.

Może nie każdy zwrócił uwagę na to wcześniej, ale ziemia w swoim przekroju, i mówię tu oczywiście o takich warstwach do 1,5 metra, nigdy nie jest jednolita. To, co mamy na górze, to mieszanka gleby, brudu, ale przede wszystkim gnijącej materii, tworzącej próchnicze osady, więc mamy ciemną pokrywę. Głębiej, na wysokości około pół metra zazwyczaj dość wyraźnie odcina się ta warstwa i przechodzi w jaśniejszą, chciałoby się powiedzieć „czystą” glebę. Nie inaczej jest w okopach. Ostatnie wydarzenia obsypały w dość bogate źródło zdjęć referencyjnych okopów, w dodatku idealnie pasujących do naszego czołgu FT-17, również służącego w działaniach na Ukrainie. Co ciekawe i trochę przynoszące ciarki na plecy, niemal równo 100 lat różnicy występuje od czasu, gdy pierwsze czołgi na świecie jeździły po tych ziemiach, czyli nasz model, a czołgi dziś…

Nie wnikając jednak w tematy polityczno-wojenne, bo nie o tym, postanowiłem odtworzyć to zjawisko właśnie, używając dwóch kolorów błota — ciemnej europejskiej pigmentacji i ziemi uprawnej — która de facto jest właśnie odcieniem przekopanej, głębokiej warstwy europejskiej gleby.

Drewniane dechy wymalowane nowym zestawem farb

Byłbym zapomniał. Deski drewniane obudowujące okop wymalowałem nowym zestawem farb z serii Nature Acrylics. I to dwukrotnie. Okazało się bowiem, że grubo-ciosana rzeźba tych elementów fakt, fajnie zbiera farbę ale efekt przypomina bardzo mocno jakieś game-workshopowe wytwory lub co najwyżej kolorowe fantasy. I choć początkowo efekt mi się podobał to po przyłożeniu do dioramy wyglądało to groteskowo, karykaturalnie. Oto efekt;

painted wood on scale model

Postanowiłem więc zmyć farbę. Krótka kąpiel w alkoholu izopropylowym w myjce ultradźwiękowej załatwiła sprawę praktycznie za mnie, wyjąłem gładkie i czyściutkie elementy. Stworzyłem fakturę drewna, mozolnie nacinając końcówki każdej z dech skalpelem, aby za imitować zmierzwione końce, ciąłem też same dechy wzdłuż, chaotycznie, tworząc spękania. Na koniec także klasyka przemiany plastiku w drewno, czyli szorowanie drucianą szczoteczką. Prosty trick, a efekt wiarygodny. Kilka nakłuć imitujących gwoździe i to wszystko. Cała operacja cięcia, skrobania i szykowania faktury zajęła mi cały boży dzień. Znacznie szybciej by było, gdybym miał te deski tylko w jednym kierunku, ale poprzeczki bardzo utrudniały dojście i skrobanie druciakiem.

Pokusiłem się o pewien eksperyment zarazem, bo nie kładłem już ponownie podkładu, szkoda było mi czasu. Postanowiłem sprawdzić w boju nowe farby ekstremalnie i zmyłem plastik naszym Degreaserem, po czym położyłem kolory bezpośrednio, bez podkładu. O dziwo poszło całkiem sprawnie i farba trzyma bez najmniejszych problemów.

Deski nie wyglądają już tak bajkowo, a realistycznie.

Korzystając z zestawu farb, postanowiłem też wymalować sobie wyrzeźbiony z naszej glinki konar brzozy (zrolowałem rulonik i rozerwałem na pół, tak samo końcówki – odrywanie tworzy fajną strukturę przypominającą ułamane drzewo).

Parząc na referencyjne zdjęcia, uznałem, że obowiązkowym dodatkiem będą wystające z profilu ziemi korzenie… tylko skąd i jak?!

Oczywiście, można by bawić się w splątywanie miedzianych drucików wyciąganych z kabli, ale najbardziej realistyczną opcją, jaką tylko można zastosować, są… ususzone morskie algi. Wystarczy urwać kawałek i już. To, co nasz polskie morze wyrzuca na brzeg, to wspaniały materiał na wszelkiego rodzaju korzonki, ale też krzaczki, po potraktowaniu ich posypką, więc tylko jeśli masz okazję być nad morzem, szukaj takich. Należy je umyć, wysuszyć porządnie i sezonować, nim będą się nadawały do modeli

Widoczna na zdjęciach faktura piasku to zmieszana farba „Weathering Paint: Ciemne standardowe błoto” z piachem „drobny z kamieniami”. W zasadzie kontynuując kolejnymi warstwami na zasadzie warstwa/suszenie/warstwa, mógłbym zbudować przekonującą i ciekawą fakturę ziemi właśnie w ten sposób. Ale plan był użycia past i stworzenia spektakularnej, pękającej gdzieniegdzie gleby. Pasta w jasnym kolorze rozcieńczona pół na pół ze zwykłą wodą była kładziona od dołu dużym pędzlem, następnie tapowana gąbeczką dla uzyskania lepszej faktury. Pasta ciemna tak samo rozcieńczana od góry. W miejscu styku tapując gąbką blendowałem te kolory, aby uzyskać gładkie przejście. Następnie, nierozcieńczoną, większą grudę pasty roztarłem i wtapowałem gąbką w miejsca, gdzie widać spękania, na samej górze w najbardziej wysuniętych miejscach. Pasta nierozcieńczana stworzy spękania, a rozcieńczona nie — proste, prawda?

Jak wyszło? spójrzcie na te foty… A ja tymczasem ostatnie cieniowanie farbami WP i wash, i siadam do montażu filmu!

 

2 komentarze

  1. plo198 pisze:

    Piękna praca, bardzo ciekawa faktura drewna szkoda ze nie mam wykupionego hiper patrona.:( no cóż nie można mieć wszystkiego. 🙂 zabieram się wiec do pracy aby nie zostać w tyle z projektem, dobry patent z tymi korzonkami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *